UMÓW SIĘ NA KONSULTACJĘ LUB SESJĘ → TUTAJ
Rozwój duchowy bez efektów – kiedy duchowość blokuje zmianę zamiast ją wspierać
Kiedy duchowość przestaje pomagać
To, co miało być drogą do prawdy bardzo często staje się najbardziej wyrafinowaną formą ucieczki od siebie. Zobacz, jak wygląda dzisiaj duchowość. Wszędzie masz hasła o miłości, akceptacji, wysokich wibracjach, świadomości, energii, byciu w tu i teraz. Brzmi pięknie. Spokojnie. Bezpiecznie. I na pewnym poziomie to wszystko jest prawdziwe. Tylko problem polega na tym, że bardzo często to nie jest używane do tego, żeby być bliżej siebie, tylko żeby od siebie uciec. Zamiast wejść w złość, mówisz sobie, że wszystko jest lekcją. Zamiast poczuć ból, mówisz, że trzeba utrzymać wysoką wibrację. Zamiast zobaczyć swoją odpowiedzialność, mówisz, że wszechświat tak chciał. I nagle wszystko zaczyna mieć sens… tylko że Twoje życie się nie zmienia. Twoje reakcje się nie zmieniają. Twoje relacje się nie zmieniają. Zmienia się tylko język, którym to opisujesz. I to jest moment, w którym duchowość przestaje być drogą, a zaczyna być bardzo sprytną formą unikania rzeczywistości.
Im więcej masz „duchowego języka” tym łatwiej możesz omijać to, co naprawdę trudne i niewygodne. To jest coś, co widać bardzo wyraźnie, kiedy pracujesz z ludźmi dłużej. Im więcej ktoś ma wiedzy, im więcej zna pojęć, im więcej rozumie na poziomie koncepcji, tym łatwiej jest mu nie wejść w to, co naprawdę się dzieje. Bo zamiast czuć, zaczyna tłumaczyć. Zamiast być w doświadczeniu, zaczyna je interpretować. Zamiast zobaczyć swoją złość, mówi o cieniu. Zamiast poczuć smutek, mówi o procesie. I to wszystko jest „prawdziwe”, tylko że jednocześnie odcina go od realnego doświadczenia. To jest bardzo subtelne, bo wygląda jak rozwój. Brzmi jak rozwój. Czujesz się jak ktoś, kto „rozumie więcej”. Tylko że Twoje ciało dalej jest napięte. Twoje reakcje dalej są automatyczne. Twoje relacje dalej wyglądają podobnie. I zaczynasz się zastanawiać, dlaczego mimo całej tej świadomości nic się nie zmienia.
Pozytywne myślenie a napięcie w ciele
Pozytywne myślenie i wysokie wibracje nie regulują układu nerwowego, tylko przykrywają to co w nim jest. Z punktu widzenia biologii to jest bardzo proste i jednocześnie bardzo brutalne. Jeśli Twój układ nerwowy jest w stanie napięcia, jeśli masz w sobie lęk, stres, niewyrażone emocje, to żadna afirmacja ani pozytywna myśl tego nie zmieni. Możesz sobie powtarzać, że jesteś spokojny, że wszystko jest dobrze, że jesteś w wysokiej energii, ale Twoje ciało i tak będzie reagować po swojemu. I wtedy pojawia się coś bardzo niebezpiecznego. Rozjazd. Rozjazd między tym, co czujesz, a tym, co próbujesz sobie wmówić. I im dłużej to robisz, tym bardziej tracisz kontakt ze sobą. Bo zamiast zauważyć „jest mi ciężko”, mówisz „jest dobrze”. Zamiast zobaczyć „jestem w napięciu”, mówisz „jestem w spokoju”. I zaczynasz żyć w wersji siebie, która istnieje tylko w Twojej głowie.
Brak kontaktu z ciałem w rozwoju duchowym
Mówienie o energii bez kontaktu z ciałem, to jest duchowość bez fundamentu i ona zawsze się rozpadnie. Możesz mówić o energii, o czakrach, o przepływie, o świadomości. Możesz znać wszystkie koncepcje. Możesz mieć ogromną wiedzę. Tylko jeśli nie czujesz swojego ciała, to jesteś od siebie odcięty. Bo ciało zawsze mówi prawdę. Jeśli masz napięcie w klatce, to ono tam jest. Jeśli masz ściśnięte gardło, to coś nie jest wyrażone. Jeśli brzuch jest spięty, to Twój system nie czuje się bezpiecznie. Możesz to nazwać inaczej, możesz to ubrać w duchowy język, ale to niczego nie zmienia. I to jest moment, w którym wiele osób zaczyna się gubić. Bo z jednej strony mówią o świadomości, a z drugiej strony nie mają kontaktu z tym, co się w nich dzieje naprawdę.
Unikanie trudnych emocji
Unikanie cienia sprawia, że to, co wypierasz zaczyna rządzić Tobą jeszcze bardziej, tylko poza Twoją świadomością. Jest jeszcze jedna rzecz, o której bardzo mało się mówi. Współczesna duchowość często unika tego, co trudne. Ludzie chcą pracować z miłością, światłem, akceptacją. Tylko że to nie jest całość. Jeśli nie zobaczysz swojej złości, zazdrości, kontroli, manipulacji, potrzeby bycia ważnym, potrzeby kontroli nad innymi, to to wszystko dalej w Tobie jest. I dalej wpływa na Twoje życie. Tylko że nie jesteś tego świadomy. Z poziomu psychologii mówimy o wyparciu. Z poziomu ciała o napięciu. Z poziomu energii o blokadach. To jest to samo. To, czego nie chcesz zobaczyć, zaczyna działać z ukrycia. I im bardziej próbujesz być „świadomy” bez kontaktu z tym, co trudne, tym bardziej się od siebie oddalasz.
Duchowość bez odpowiedzialności robi z Ciebie obserwatora, zamiast twórcy swojego życia. Bardzo często widzę też coś jeszcze. Ludzie zaczynają oddawać odpowiedzialność na zewnątrz. Wszechświat, energia, plan duszy, przeznaczenie. I to wszystko może mieć sens na pewnym poziomie, tylko że bardzo często jest używane jako sposób na uniknięcie odpowiedzialności. Zamiast zobaczyć swoje decyzje, swoje reakcje, swoje wybory, łatwiej jest powiedzieć, że tak miało być. Tylko że wtedy przestajesz mieć wpływ. Stajesz się obserwatorem swojego życia zamiast jego twórcą. A bez odpowiedzialności nie ma zmiany. Bo zmiana zaczyna się wtedy, kiedy widzisz, że masz wpływ. Nie na wszystko, ale na siebie. Na swoje reakcje. Na swoje wybory.
Największa iluzja polega na tym, że możesz czuć się rozwinięty duchowo i jednocześnie być totalnie odcięty od siebie. To jest najtrudniejsza część do zobaczenia. Możesz mieć poczucie, że się rozwijasz. Że jesteś bardziej świadomy. Że rozumiesz więcej. I jednocześnie możesz być totalnie odcięty od tego, co naprawdę się w Tobie dzieje. Bo rozwój daje poczucie ruchu. A poczucie ruchu bardzo łatwo pomylić z realną zmianą. Możesz mieć coraz więcej wiedzy i coraz mniej kontaktu ze sobą. I to jest moment, w którym duchowość zaczyna działać przeciwko Tobie, zamiast Ci pomagać.
Czym jest prawdziwa zmiana
Prawdziwa duchowość zaczyna się tam, gdzie kończy się komfort i zaczyna realne spotkanie ze sobą. Prawdziwa zmiana zaczyna się w momencie, w którym przestajesz używać duchowości jako tarczy. Kiedy przestajesz tłumaczyć, interpretować, unikać. Kiedy jesteś w stanie usiąść ze sobą i poczuć to, co naprawdę jest. Złość. Smutek. Napięcie. Bezradność. Lęk. Bez przykrywania tego „wysoką wibracją”. Bez uciekania w „świadomość”. Po prostu bycie w tym. To nie jest przyjemne. To nie jest lekkie. Ale to jest prawdziwe. I to jest jedyne miejsce, w którym coś naprawdę zaczyna się zmieniać. Jeśli Twoja duchowość nie zmienia Twojego życia, to znaczy, że coś omijasz i to właśnie tam jest Twoja praca.
Na koniec bardzo prosta rzecz. Jeśli pracujesz nad sobą, rozwijasz się duchowo, masz wiedzę, a Twoje życie dalej wygląda tak samo, dalej masz te same reakcje, te same problemy, te same napięcia, to znaczy, że coś omijasz. Może omijasz ciało. Może omijasz emocje. Może omijasz odpowiedzialność. Może omijasz prawdę o sobie. I dopóki tego nie zobaczysz, nic się nie zmieni. Możesz iść w coraz bardziej zaawansowaną duchowość, możesz znać coraz więcej koncepcji, ale jeśli nie ma kontaktu z tym, co realne, to to wszystko jest tylko kolejną warstwą nad tym samym problemem.
